Czy aparat z 2009 roku może jeszcze czymś zainteresować? Bez rozpoznawania oka, bez setek punktów autofocusa i bez filmowania w 4K? Pentax K-7 ma 14,6 megapiksela, lustro i kilka pomysłów, przy których można się zatrzymać i zapytać: a dlaczego właściwie nie ma tego w każdym aparacie? Zaprezentowano go 20 maja 2009 roku. Od tego czasu fotografia cyfrowa trochę się zmieniła. On już nie musi niczego udowadniać 🙂 Oczywiście to zależy od fotografującego – bo trudno przekonać kogokolwiek zajmującego się profesjonalnie fotografią aby używał tego starocia. Bo to jest aparat do czegoś innego. I być może każdy kto go ma – używa wg własnych potrzeb i wg własnych „widzi mi się”. Postaram się opowiedzieć tutaj dlaczego mi się on podoba. I w tym punkcie dodam jeszcze, że wada może być wykorzystana jako zaleta – np. szumy. K-7 nie jest pod ty względem siłaczem – użyteczne ISO to 800, max 1600. Więc dajemy 3200 i mamy dodatkowy szum do symulacji filmów 🙂 Przy najkrótszym czasie migawki 1/8000s można śmiało fotografować nawet w jasny dzień.
1.Vintage vibe
W K-7 są profile Custom Image, między innymi Bright, Natural, Landscape, Vibrant, Muted i Monochrome. Można regulować ich parametry, w tym kontrast, ostrość, a w profilach kolorowych także nasycenie i odcień. Jest więc czym się pobawić, zanim zdjęcie trafi na kartę. Mnie w takim aparacie bardziej interesuje możliwość poszukania własnego obrazka niż idealnie neutralny JPEG. Trochę spokojniejszy kolor, inny kontrast, czerń i biel. Nie chodzi o udawanie, że cyfra nagle stała się filmem. Raczej o zdjęcie, które od początku ma jakiś kierunek.
Znajdziemy tutaj też ciekawy balans bieli CTE. Zamiast za wszelką cenę neutralizować barwę światła, pozwala zachować jej charakter — na przykład ciepło zachodu słońca. Bo nie zawsze chcę, żeby aparat poprawiał mi wieczór na neutralne popołudnie 🙂
Podobnie jak niektóre inne Pentaxy, które miałem w rękach np. KR, KP, K-70, K-500 – mają możliwości uzyskania tej symulacji filmów podobnie jak Fujifilm ale w inny sposób. Inaczej się ustawia te symulacje w Pentaxie. Więc te możliwości symulacji a także co ciekawe – bezpośrednia możliwość dodania ramki do zdjęcia dla .jpg to właśnie czyni ten aparat wyjątkowo pożądanym dla amatorów vintagoe’owej stylistyki.





2. Budowa
K-7 jest dość niepozorny. Szczególnie obok lustrzanek podobnej klasy z tamtych czasów. Nikon D300s czy Canon 50D wyglądają przy nim jak więksi koledzy, którzy przyszli przypilnować porządku. Pentax ma zaledwie 131 × 97 × 73 mm, ale w środku stalowy szkielet, a na zewnątrz obudowę ze stopu magnezu. Mały nie oznacza tutaj delikatny. Do tego 77 uszczelnień i deklarowana przez producenta możliwość pracy przy temperaturze do –10°C. Oczywiście z odpowiednio uszczelnionym obiektywem — sam korpus nie załatwia wszystkiego. Nie jest to też zaproszenie do kąpieli w Bałtyku. Raczej informacja, że projektowano go z myślą o fotografowaniu również wtedy, kiedy pogoda nie zachęca do wychodzenia z domu.
Dwa pokrętła, górny wyświetlacz, osobny przycisk ISO, przełączniki. Sporo rzeczy można ustawić bez wycieczki po menu. Lubię takie podejście do sprzętu: aparat ma służyć do robienia zdjęć, nie do szukania ustawień. Na pochwałę zasługuje obracający się ekran tzn. zawartość ekranu dostosowuje się w zależności od pozycji aparatu. Przy portretowej pozycji menu dostosowuje się do portretowych wymiarów ekranu.






3. Matryca, która potrafi się przesunąć. I nie tylko po to, żeby stabilizować
To chyba najciekawsza rzecz w K-7.
Stabilizacja jest w korpusie. Już samo to ma sens przy starszych obiektywach, które własnej stabilizacji nie mają. Ale Pentax wykorzystał ruchomą matrycę również do czegoś innego: delikatnej korekty kadru. Ustawiamy aparat na statywie, dopieszczamy kompozycję i okazuje się, że przydałoby się przesunąć obraz odrobinę w bok. Zamiast luzować głowicę i zaczynać zabawę od nowa, można przesunąć samą matrycę. W ograniczonym zakresie, ale właśnie o te drobne poprawki chodzi. Można również lekko skorygować obrót kadru. DPReview opisywał K-7 jako pierwszą lustrzankę z taką funkcją. Ten sam mechanizm pozwala automatycznie prostować niewielkie przechylenie aparatu. Nie przez późniejsze obracanie gotowego zdjęcia w komputerze, tylko przez odpowiednie ustawienie matrycy podczas fotografowania.
Niby drobiazg. Ale bardzo pomysłowy.
4.Patrzysz i widzisz cały kadr
K-7 ma wizjer z pryzmatem pentagonalnym i pokryciem około 100% kadru. Czyli to, co widzimy przy komponowaniu zdjęcia, odpowiada temu, co znajdzie się na fotografii. Bez dodatkowego kawałka płotu czy gałęzi, który później niespodziewanie pojawia się przy brzegu. Nie ma tu podglądu gotowej ekspozycji jak w wizjerze elektronicznym. Jest za to zwykłe patrzenie przez obiektyw. Dla jednych ograniczenie, dla innych jeden z powodów, żeby nadal sięgać po lustrzankę. Ile to widziałem gównogburzy na forach dotyczących tego tematu 🙂
5. Stare szkła mile widziane
Bagnet K daje dostęp do starszych obiektywów Pentaksa, choć zakres współpracy zależy od konkretnego szkła. Przy najstarszych konstrukcjach trzeba liczyć się z ręczną obsługą i pomiarem światła przy przymkniętej przysłonie. To nie jest tak, że wszystko działa automatycznie tylko dlatego, że da się przykręcić. Ale właśnie takie połączenia są ciekawe. Cyfrowy korpus, stary obiektyw i trochę wolniejsze fotografowanie. A stabilizacja nadal jest po stronie aparatu, nie obiektywu. Nie trzeba z tego robić filozofii. Czasem po prostu przyjemnie pokręcić pierścieniem ostrości.
6. Pierwszy filmujący Pentax. Z dość dziwną rozdzielczością
K-7 był pierwszą cyfrową lustrzanką Pentaksa z możliwością nagrywania filmów. Oprócz 1280 × 720 oferował zapis 1536 × 1024 piksele przy 30 klatkach na sekundę. Proporcje 3:2, jak na zdjęciu. Ani Full HD, ani typowe panoramiczne wideo. Taki etap poszukiwań. Co ciekawe, miał również wejście na zewnętrzny mikrofon. Czyli filmowanie nie było wyłącznie dopiskiem na pudełku. Dzisiaj to bardziej ciekawostka niż powód do zakupu, ale dobrze pokazuje moment, w którym lustrzanki zaczynały dostawać drugie zajęcie.
7. Żeby nie było zbyt pięknie
Wysokie ISO nie jest mocną stroną tego aparatu – jak już wspomniałem wcześniej. Testy z czasów premiery wskazywały na wyraźny szum przy wyższych czułościach i gorsze wyniki niż u części ówczesnej konkurencji. K-7 zdecydowanie lepiej pokazywał możliwości przy niskim ISO.
Autofocus też pochodzi z innej epoki: 11 punktów, w tym dziewięć krzyżowych. Ustawianie ostrości w Live View było powolne już według standardów z 2009 roku. Do spokojnego kadrowania może wystarczyć, ale nie ma sensu dopisywać mu możliwości współczesnych aparatów.
8. Po co więc wracać do K-7?
Dla mnie najciekawsze nie jest to, czy K-7 wygra dzisiaj porównanie parametrów. Nie wygra. Ciekawsze jest to, ile pomysłów zmieszczono w tak niewielkim korpusie: uszczelnienia, pełny kadr w wizjerze, stabilizację i możliwość poprawiania kompozycji ruchem matrycy. A reszta? Uwielbiam dźwięk migawki, który po raz pierwszy – w tym aparacie – wytłumiono. I w porównaniu np. do K-R-ki jest mięsisty, ciepły, aż się chce go wcisnąć:)
Posłuchaj:
Poza tym trzymanie tego aparatu dłoni (głębokość gripa), jego budowa, ciężar, wyświetlacz na górze daje dużo przyjemności – to świadomość z obcowania z czymś dobrym, wartościowym. Nie każdy stary aparat musi być zapomnianą legendą, a każda jego wada ukrytą zaletą. K-7 ma ograniczenia i nie ma powodu ich pudrować – są wyzwaniem.
I to są chyba wystarczające powody, żeby zamiast kolejny raz czytać tabelkę, wyjść zrobić kilka zdjęć 🙂




#pentax #pentaxphotography


Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.